Ian Ste­wart
Gabi­net mate­ma­tycz­nych zagadek
Wydaw­nic­two Lite­rac­kie. Kra­ków 2011

„Gabi­net mate­ma­tycz­nych zaga­dek” to zestaw praw­dzi­wych pere­łek gatun­ku, sta­ran­nie wyse­lek­cjo­no­wa­nych przez jed­ne­go z naj­wy­bit­niej­szych popu­la­ry­za­to­rów mate­ma­ty­ki, któ­ry gro­ma­dził je przez kil­ka­dzie­siąt lat. O tym, jak powstał ten nie­zwy­kły i fascy­nu­ją­cy gabi­net, opo­wia­da nam we wstę­pie sam autor:

Kie­dy mia­łem czter­na­ście lat, zaczą­łem pro­wa­dzić bru­lion. (…) Noto­wa­łem wszyst­ko, co mogłem zna­leźć inte­re­su­ją­ce­go o mate­ma­ty­ce, któ­rej nie uczo­no w szko­le. A jak się prze­ko­na­łem, było tego cał­kiem spo­ro, bo nie­ba­wem musia­łem kupić następ­ny zeszyt. (…) Mój bru­lion roz­rósł się do sze­ściu zeszy­tów, któ­re nadal mam.

CC BY-SA 3.0

A kim jest autor? Pro­fe­sor Ian Ste­wart jest eme­ry­to­wa­nym pro­fe­so­rem mate­ma­ty­ki na Uni­wer­sy­te­cie War­wick. W 1995 roku został odzna­czo­ny Meda­lem im. Micha­ela Fara­daya przez Towa­rzy­stwo Kró­lew­skie w Lon­dy­nie, peł­nią­ce funk­cję bry­tyj­skiej aka­de­mii nauk, za roz­wi­ja­nie zain­te­re­so­wa­nia nauka­mi ści­sły­mi w spo­łe­czeń­stwie. Ian Ste­wart napi­sał wie­le ksią­żek popularnonaukowych.

Pol­ski tytuł książ­ki suge­ru­je, że jest zbio­rem mate­ma­tycz­nych zaga­dek. Tytuł ory­gi­na­łu to „Pro­fes­sor Ste­war­t’s Cabi­net of Mathe­ma­ti­cal Curio­si­ties”. Zapra­szam więc na rela­cję z podró­ży przez nie­zwy­kły „Gabi­net mate­ma­tycz­nych oso­bli­wo­ści pro­fe­so­ra Stewarta”.

Róż­no­rod­ność kolek­cji jest impo­nu­ją­ca, a jej war­tość mery­to­rycz­na – duża. Autor doło­żył sta­rań, by zapew­nić atrak­cyj­ność w odbio­rze. War­to pod­kre­ślić, że zagad­ki czę­sto są pre­tek­stem i dają oka­zję do zapre­zen­to­wa­nia róż­nych cie­ka­wo­stek i inte­re­su­ją­cych infor­ma­cji zwią­za­nych z mate­ma­ty­ką. Pod tek­stem zagad­ki zawsze jest odsy­łacz „Odpo­wiedź na stro­nie x”. Dokąd nas pro­wa­dzi? War­to zacy­to­wać opis:

Spryt­na ścią­gaw­ka pro­fe­so­ra Ste­war­ta …gdzie wyma­ga­ją­cy lub zde­spe­ro­wa­ny czy­tel­nik znaj­dzie odpo­wie­dzi na te pyta­nia, któ­re według aktu­al­ne­go sta­nu wie­dzy odpo­wie­dzi posia­da­ją… a tak­że garść uzu­peł­nia­ją­cych infor­ma­cji gwo­li dal­sze­go oświecenia.

Czyż nie jest to pięk­ny opis?

Minu­sem ścią­gaw­ki jest to, że cza­sa­mi autor poda­je nam tyl­ko i wyłącz­nie „goto­wą” odpo­wiedź – bez wyja­śnie­nia (od cze­go zacząć). W takich przy­pad­kach po roz­wią­za­niu zada­nia (lub pró­bie roz­wią­za­nia…) meto­dą prób i błę­dów, Czy­tel­nik zasta­na­wia się, czy nie ist­nie­je może jakaś sys­te­ma­tycz­na meto­da, pro­wa­dzą­ca do zna­le­zie­nia odpo­wie­dzi do zada­nia. I tak, spo­ty­ka­my roz­wią­za­nia, któ­re są „jedy­ne” (Sze­ścio­kąt magicz­ny; Gwiaz­dy magicz­ne), „przy­kła­do­we” (Trój­kąt z kart; Zamia­na monet), „naj­lep­sze” (Mój mąż i ja…; Sieć dróg).

Jed­nak odpo­wie­dzi do zadań to zazwy­czaj wię­cej niż tyl­ko… odpo­wie­dzi. Znaj­dzie­my tam wyja­śnie­nia i kolej­ne cie­ka­wost­ki. Nale­ży pod­kre­ślić, że w więk­szo­ści przy­pad­ków kolek­cja Ste­war­ta to bar­dzo cie­ka­we i nie­ba­nal­ne zagad­ki oraz pomy­sło­we łami­głów­ki, któ­re sta­no­wią dla auto­ra zna­ko­mi­ty pre­tekst do przed­sta­wie­nia cie­ka­wych i ory­gi­nal­nych tech­nik ich roz­wią­zy­wa­nia. Wie­le z nich uka­zu­je nam w ten spo­sób pięk­no i potę­gę matematyki.

Książ­ka zawie­ra gry, cie­ka­wost­ki, dow­ci­py mate­ma­tycz­ne, opo­wie­ści o mate­ma­ty­kach, zagad­nie­nia z histo­rii mate­ma­ty­ki oraz krót­kie ese­je mate­ma­tycz­ne. To zbiór cie­ka­wo­stek i zaga­dek, pełen nie­spo­dzia­nek, któ­re spra­wią, że nie będzie­my mogli ode­rwać się od lek­tu­ry. Przy­kła­do­wo, autor roz­po­czy­na odpo­wiedź do zada­nia Kula z dziur­ką od nastę­pu­ją­ce­go komen­ta­rza: „Takie pyta­nie może poja­wić się w takiej książ­ce, tyl­ko jeśli wią­że się z nim coś zaska­ku­ją­ce­go, a jedy­ną sen­sow­ną nie­spo­dzian­ką może być to, że roz­wią­za­nie nie zale­ży od pro­mie­nia kuli”.

To banal­nie zabrzmi, ale każ­dy znaj­dzie tu coś dla sie­bie. Zarów­no ze wzglę­du na zakres tema­tycz­ny pre­zen­to­wa­nych zagad­nień, jak i na poziom trud­no­ści zebra­nych mate­ria­łów. To eks­cy­tu­ją­ca lek­tu­ra, któ­ra w przy­stęp­ny spo­sób bawi i uczy jednocześnie.

Obję­tość haseł waha się od kil­ku lini­jek do 8–9 stron (esej). Pamię­taj­my jed­nak, że roz­wią­za­nie zwięź­le sfor­mu­ło­wa­nej zagad­ki może zająć nam wię­cej cza­su niż prze­czy­ta­nie dłu­gie­go ese­ju. Część haseł two­rzy mini-serie. Wymie­nię przy­kła­do­we serie oraz zagad­nie­nia (według moje­go podzia­łu na kate­go­rie) – zgod­nie z nume­ra­mi stron, na któ­rych po raz pierw­szy się pojawiły.

Oso­bli­we obli­cze­nia (dwu­krot­nie). Jak pró­bu­je prze­ko­nać nas autor: „Twój kal­ku­la­tor potra­fi robić sztucz­ki”. Sztucz­ki te pole­ga­ją na „magicz­nym” mno­że­niu przez kolej­ne licz­by, aby otrzy­mać pewien sche­mat lub począt­ko­wą licz­bę powtó­rzo­ną kil­ku­krot­nie. Są to tri­ki, za któ­ry­mi szcze­gól­nie nie przepadam.

W książ­ce poja­wią się też sztucz­ki z węzła­mi, takie jak Prze­cię­te pal­ce czy Węzeł głup­ców.

Ian Ste­wart wykre­ował kil­ka zabaw­nych posta­ci. Pierw­szą z nich jest far­mer Wie­przyń­ski, któ­ry poja­wia się w aż pię­ciu zagad­kach, a w każ­dej z nich zmie­rzy­my się z pew­nym rol­ni­czym pro­ble­mem. Musi on np. zło­żyć Sześć zagród z dwu­na­stu iden­tycz­nych pane­li czy skon­stru­ować mur z sied­miu róż­nych kamie­ni (Mur-beton).
„Strasz­li­we bliź­nia­ki, Innu­me­ra­tus i Mat­mo­fi­la, się nudzi­ły”. Dzię­ki temu mogli­śmy poznać Zwod­ni­cze kost­ki. Innym razem Zagad­ko­we cię­cie sza­chow­ni­cy posłu­ży do zapre­zen­to­wa­nia tego, jak pole (sza­chow­ni­cy) może się zmie­niać, kie­dy uło­ży się czę­ści w inny spo­sób. Czy to w ogó­le możliwe?
Poje­dyn­cze wystę­py w „Gabi­ne­cie” zali­czy­li m. in. dziel­ny sir Lun­che­lot; Wiel­ki Chu­dy­ni i jego uro­cza asy­stent­ka Gder­li­na; kie­row­nik budo­wy Roman Gwóźdź; Daniel Kraksa.

Ese­je na popu­lar­ne mate­ma­tycz­ne tema­ty pozwa­la­ją nam poznać wiel­kie pro­ble­my mate­ma­ty­ki oraz naj­po­pu­lar­niej­sze zagad­nie­nia. Jak mówi o tym we wstę­pie sam autor:

Dorzu­ci­łem więc do kom­ple­tu parę krót­kich ese­ików, napi­sa­nych nie­for­mal­nym sty­lem, bez żar­go­nu. Wyja­śniam w nich pew­ne nie­daw­ne prze­ło­mo­we odkry­cia, o któ­rych gło­śno było w mediach. Na przy­kład wiel­kie twier­dze­nie Fer­ma­ta (…). A poza tym: twier­dze­nie o czte­rech bar­wach, hipo­te­zę Poin­carégo, teo­rię cha­osu, zagad­nie­nie frak­ta­li, teo­rię zło­żo­no­ści, pro­blem par­kie­ta­ży Penrose’a.

Pierw­szym ese­jem w książ­ce jest ten, któ­ry oma­wia Twier­dze­nie o czte­rech bar­wach. Na ośmiu stro­nach zosta­ła przed­sta­wio­na dłu­ga i peł­na zwro­tów akcji histo­ria o tym, jak hipo­te­za czte­rech barw prze­ro­dzi­ła się w twier­dze­nie – w dość kon­tro­wer­syj­nych okolicznościach.

Kolej­ny esej przed­sta­wia chy­ba naj­słyn­niej­sze twier­dze­nie mate­ma­tycz­ne (poza twier­dze­niem Pita­go­ra­sa), czy­li Wiel­kie twier­dze­nie Fer­ma­ta. Zacy­tuj­my auto­ra książki.

Wiel­kie twier­dze­nie Fer­ma­ta ma pew­ną ogrom­ną zale­tę: łatwo zro­zu­mieć, o co w nim cho­dzi. Nato­miast sław­ne sta­ło się dla­te­go, że zna­le­zie­nie dowo­du oka­za­ło się zadzi­wia­ją­co trud­ne. Tak bar­dzo, że trze­ba było trzy­stu pięć­dzie­się­ciu lat sta­rań wie­lu naj­wy­bit­niej­szych mate­ma­ty­ków świa­ta, aby się z nim uporać.

Kolej­ne ese­je, to opo­wie­ści na takie zna­ne tema­ty jak: Teo­ria cha­osu; Hipo­te­za Poin­carégo; Frak­ta­le – geo­me­tria natu­ry; Twier­dze­nia Gödla; Hipo­te­za Rie­man­na. Ta ostat­nia hipo­te­za jest powszech­nie uwa­ża­na za naj­waż­niej­szy nie­roz­strzy­gnię­ty pro­blem matematyczny.

Znaj­dzie­my tutaj rów­nież kla­sycz­ne zagad­ki mate­ma­tycz­ne doty­czą­ce takich tema­tów, jak: Prze­pra­wa przez rze­kę; Pro­blem skocz­ka sza­cho­we­go; Ile lat miał Dio­fan­tos?. Nie zabra­kło też nastę­pu­ją­cych zagad­nień: „Wśród gier i łami­głó­wek zna­la­zło się parę kla­sycz­nych zagad­nień, któ­re co jakiś czas powra­ca­ją i na nowo wzbu­dza­ją emo­cje – para­doks Mon­ty­’e­go Hal­la i zagad­ka waże­nia dwu­na­stu kul wywo­ła­ły duże poru­sze­nie w mediach, ten pierw­szy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, ta dru­ga w Wiel­kiej Brytanii.”

Spo­tka­my tu hasła doty­czą­ce naj­po­pu­lar­niej­szych liczb w mate­ma­ty­ce. Pozna­my odpo­wie­dzi na pyta­nia Co to jest π? oraz Co to jest e i dla­cze­go? Prze­czy­ta­my też O licz­bach pierw­szych. Zło­ta licz­ba oraz zwią­za­ny z nią ciąg Fibo­nac­cie­go to naj­bar­dziej „okle­pa­ne” tema­ty w lite­ra­tu­rze popu­lar­no­nau­ko­wej – nie mogło więc ich zabrak­nąć rów­nież tutaj (Co to jest zło­ta licz­ba? oraz Co to są licz­by Fibo­nac­cie­go?).

Dow­ci­py mate­ma­tycz­ne (trzy czę­ści). Są to poje­dyn­cze aneg­do­ty, któ­rych nie będę tutaj przy­ta­czał, a któ­re są dość czę­sto spo­ty­ka­ne w lite­ra­tu­rze popularnonaukowej.

Spo­tka­my też tutaj popu­lar­ne pyta­nia, na któ­re odpo­wiedź do tej pory była dla nas raczej „oczy­wi­sta”. Czę­sto dzie­ci potra­fią zadać pro­ste pyta­nia, na któ­re zna­my taką „oczy­wi­stą” odpo­wiedź, ale sami nie potra­fi­my jej do koń­ca uza­sad­nić. W książ­ce znaj­dzie­my odpo­wie­dzi i wyja­śnie­nia dla dwóch takich pro­ble­ma­tycz­nych i dość czę­sto zada­wa­nych pytań: Dla­cze­go minus razy minus daje plus? oraz Dla­cze­go nie moż­na dzie­lić przez zero?

Znaj­dzie­my też kil­ka zadań logicz­nych, w któ­rych nale­ży spraw­dzić, czy poda­na deduk­cja jest pra­wi­dło­wa. Dodam, że znaj­du­ją się tam napraw­dę dzi­wacz­nie sfor­mu­ło­wa­ne zda­nia, np.: „Żaden kot bez ogo­na nie będzie się bawił z gory­lem.”; „Jeśli w Afry­ce nie rosną dęby, to wie­wiór­ki zapa­da­ją w sen zimo­wy.”; „Gdy­by świ­nie mia­ły skrzy­dła, roz­sąd­na oso­ba wzię­ła­by parasol.”.

W książ­ce popu­lar­no­nau­ko­wej nie mogło zabrak­nąć… popu­lar­nych tema­tów mate­ma­tycz­nych. Jed­nym z nich są Mosty kró­le­wiec­kie.

Rysu­nek Eulera

Cza­sem pro­sta zagad­ka pro­wa­dzi do powsta­nia całej nowej dzie­dzi­ny mate­ma­ty­ki. (…) Naj­słyn­niej­sza z takich zaga­dek nazy­wa­na jest »pro­ble­mem mostów kró­le­wiec­kich« i zain­spi­ro­wa­ła Leon­har­da Eule­ra do stwo­rze­nia w 1735 roku pod­staw teo­rii grafów.

Dowie­my się też Kim był Pita­go­ras? i pozna­my róż­ne Dowo­dy twier­dze­nia Pita­go­ra­sa.

Przy­po­mni­my sobie, czym szcze­gól­nym cha­rak­te­ry­zu­ją się Kwa­dra­ty magicz­ne.

Jest Möbius i jego wstę­ga: „O pew­nych ele­men­tach mate­ma­tycz­ne­go folk­lo­ru koniecz­nie trze­ba tu przy­po­mnieć, cho­ciaż są powszech­nie zna­ne – tak na wszel­ki wypa­dek. Zna­ko­mi­tym przy­kła­dem może być wstę­ga Möbiusa.” 

Może­my się dowie­dzieć, jakie Nagro­dy mate­ma­tycz­ne są przy­zna­wa­ne oraz spró­bu­je­my odpo­wie­dzieć na pyta­nie, Dla­cze­go nie ma Nobla z mate­ma­ty­ki? Z kolei seria dziw­nych zda­rzeń w Hotelu Hil­ber­ta pomo­że nam zapo­znać się z para­dok­sa­mi doty­czą­cy­mi nieskończoności.

Nie są to oczy­wi­ście wszyst­kie zagad­nie­nia poru­sza­ne w tej książ­ce, gdyż nie spo­sób ich wszyst­kich wymie­nić i przy­pi­sać do kon­kret­nej kategorii.

Lek­kość czy­ta­nia jest nie­wąt­pli­wie zasłu­gą prze­pla­ta­nia zaga­dek z opo­wie­ścia­mi, tek­stów nie­co trud­niej­szych i dłuż­szych z tymi pro­sty­mi. Kolej­ne roz­dzia­ły są czę­sto nie­po­wią­za­ne ze sobą, dzię­ki cze­mu to dosko­na­ła lek­tu­ra na wol­ne chwi­le. Poszcze­gól­ne hasła są dość krót­kie więc (teo­re­tycz­nie) zawsze moż­na łatwo prze­rwać czy­ta­nie, gdy już zapo­zna­my się z kolej­nym hasłem. Jed­nak o to wca­le nie tak łatwo, bowiem prze­rwa­nie czy­ta­nia nie­jed­no­krot­nie oka­że się trud­ne. No bo prze­cież „jesz­cze tyl­ko jed­no hasło…”

Moja teo­ria jest taka, że spe­cjal­nie zosta­ło to tak zro­bio­ne i wymie­sza­ne, bez żad­nych roz­dzia­łów. Dzię­ki temu nie znu­dzi­my się roz­wią­zu­jąc pięć podob­nych zaga­dek z rzę­du, gdyż są one poprze­pla­ta­ne i oddzie­lo­ne od sie­bie. Dodat­ko­wo nigdy nie wie­my, co cze­ka nas na kolej­nej stro­nie, gdyż nie ma tu całych roz­dzia­łów poświę­co­nych np. licz­bom czy geo­me­trii. Może wła­śnie dla­te­go lek­tu­ra jest tak wcią­ga­ją­ca? Zamiast powie­dzieć sobie „dość tej geo­me­trii na dziś” – czy­ta­my dalej z zapar­tym tchem i zaciekawieniem.

Doświad­czo­ny miło­śnik mate­ma­ty­ki znaj­dzie tu wie­le tema­tów i zaga­dek, któ­re są mu zapew­ne dosko­na­le zna­ne. Nale­ży mieć jed­nak na uwa­dze fakt, że to zbiór adre­so­wa­ny do napraw­dę sze­ro­kie­go gro­na odbior­ców. Każ­dy znaj­dzie tutaj coś dla sie­bie – nie­za­leż­nie od pozio­mu posia­da­nej wie­dzy mate­ma­tycz­nej czy od stop­nia zain­te­re­so­wa­nia nauka­mi ści­sły­mi. To świet­na lek­tu­ra dla miło­śni­ków mate­ma­ty­ki oraz ama­to­rów łami­głó­wek. „Gabi­net” uświa­da­mia nam, że mate­ma­ty­ka ma bar­dzo wie­le twa­rzy. To ide­al­na książ­ka na roz­po­czę­cie przy­go­dy z kró­lo­wą nauk.

Powi­nie­nem też wspo­mnieć o pol­skim tłu­ma­cze­niu książ­ki, któ­re pre­zen­tu­je się bar­dzo dobrze. Książ­kę prze­ło­ży­ła pani Agniesz­ka Sobo­lew­ska. Zabaw­ny cha­rak­ter nazwisk posta­ci wykre­owa­nych przez auto­ra został zacho­wa­ny. Dru­gie hasło w książ­ce to Wyli­czan­ka ze zwie­rzę­ta­mi, gdzie waż­na jest licz­ba liter w nazwach zwie­rząt. Aby po pol­sku nadal to dzia­ła­ło, spo­tka­my m. in. grze­chot­ni­ka i jeżozwierza.

W tej ogrom­nej becz­ce mio­du zna­la­zła się też łyż­ka dzieg­ciu, gdyż do kil­ku łami­głó­wek wkra­dły się drob­ne błę­dy, któ­re nie­ste­ty unie­moż­li­wia­ją nam ich roz­wią­za­nie. W zagad­ce Mor­der­stwo w par­ku, jed­na z bram poja­wia się dwa razy w tym samym zda­niu – „Miej­sco­wy chło­pak wszedł przez bra­mę G i wyszedł przez bra­mę G”. Z odpo­wie­dzi wyni­ka, że wyszedł on przez bra­mę B. Dru­gie prze­ocze­nie poja­wia się w łami­głów­ce pre­zen­tu­ją­cej Oso­bli­wość Scrab­ble, gdzie nie poda­no war­to­ści dla lite­ry ’D’, a któ­ra jest potrzeb­na do roz­wią­za­nia. Dodam, że zada­nie to zosta­ło zaadap­to­wa­ne na pol­sko­ję­zycz­ną wer­sję Scrab­ble (z pol­ski­mi lite­ra­mi i odpo­wia­da­ją­cy­mi im wartościami).

Nie­ste­ty szko­dy poczy­nio­ne przez cho­chli­ki dru­kar­skie w książ­kach popu­lar­no­nau­ko­wych, a zwłasz­cza tych doty­czą­cych mate­ma­ty­ki, mogą mieć więk­szą wagę niż w innych publi­ka­cjach. Mate­ma­ty­ka jest bowiem nauką ści­słą i pre­cy­zyj­ną, gdzie nie ma miej­sca na takie błę­dy. Na szczę­ście w zbio­rze Ste­war­ta lite­rów­ki nie poja­wia­ją się we wzo­rach, gdzie mogły­by wpro­wa­dzić Czy­tel­ni­ka w kon­ster­na­cje i nie­uda­ne pró­by poszu­ki­wa­nia, gdzie tkwi „błąd” w jego rozu­mo­wa­niu. Te drob­ne prze­ocze­nia pod­czas redak­cji nie psu­ją pozy­tyw­ne­go odbio­ru cało­ści książki.

Zna­ne przy­sło­wie mówi: „nie oce­niaj książ­ki po okład­ce”. Jed­nak w tym przy­pad­ku jak naj­bar­dziej moż­na to zro­bić, gdyż książ­ka (wyda­nie pierw­sze, któ­re recen­zu­ję) posia­da prze­pięk­ną okład­kę. Czy moż­na to samo powie­dzieć o wyda­niu dru­gim (z 2021 roku)? Czy­ta­ją­cy tę recen­zję niech to sami ocenią.