Licz­by doskonałe
Defi­ni­cja na start: licz­ba dosko­na­ła (ang. per­fect num­ber) to taka licz­ba natu­ral­na, któ­rej suma dziel­ni­ków wła­ści­wych, czy­li mniej­szych od niej samej, jest rów­na tej licz­bie. Wszyst­kie zna­ne licz­by dosko­na­łe mają postać 2p – 1 · (2p – 1), gdzie p oraz 2p – 1 to licz­by pierwsze.

Naj­mniej­szą dosko­na­ło­ścią jest 6 = 1 + 2 + 3, [6 = 22–1 · (22–1) = 2·3].

Św. Augu­styn (354 – 430), dok­tor Kościo­ła, pisał nawet: Dosko­na­łość zawie­ra się w licz­bie sześć. Dla­te­go w cią­gu sze­ściu dni Bóg ukoń­czył świat (Trak­tat XXV Homi­lii na Ewan­ge­lię Jana), a dalej w De Civi­ta­te Dei (Pań­stwo Boże): Nie moż­na powie­dzieć, że licz­ba sześć jest dosko­na­ła, bo w cią­gu sze­ściu dni Bóg doko­nał wszyst­kich dzieł swo­ich, lecz dla­te­go Bóg doko­nał w cią­gu sze­ściu dni wszyst­kie­go, ponie­waż licz­ba sześć jest dosko­na­łą.

Jedy­nie mal­kon­ten­ci upar­cie twier­dzą, że nasz świat jest oczy­wi­stym dowo­dem na to, że nawet z boską mocą nie da się w takim tem­pie zro­bić nic doskonałego.

Zatem 6 wyzna­cza start liczb dosko­na­łych. Następ­na dosko­na­łość, zna­na już pita­go­rej­czy­kom, to 28 = 1 + 2 + 4 + 7 + 14. Nume­ro­lo­gicz­nie moż­na by stąd wno­sić, że 28 jest dosko­na­łym dniem mie­sią­ca, zaś 28.06 to naj­do­sko­nal­szy dzień roku.

Kolej­ny­mi licz­ba­mi dosko­na­ły­mi są 496 oraz 8128. Zosta­ły poda­ne przez Eukli­de­sa, ojczul­ka geo­me­trii. Pią­tą dosko­na­łość, 33 550 336, wyszpe­ra­no dopie­ro w XV wie­ku. A że licz­by dosko­na­łe rosną w zawrot­nym tem­pie, szó­sta jest już supergigantem.

W XVII wie­ku jezu­ita fran­cu­ski Marin Mer­sen­ne, kole­ga Kar­te­zju­sza ze stu­diów w szko­le jezu­itów, roz­pa­try­wał licz­by posta­ci 2p – 1 (gdzie p jest licz­bą pierw­szą), dziś zwa­ne licz­ba­mi Mersenne’a. Dla potęg p = 2, 3, 5, 7 są one pierw­szy­mi, ale dla p = 11 licz­ba jest złożona.

Leonard Euler udo­wod­nił, że każ­da parzy­sta licz­ba dosko­na­ła, nolens volens, musi mieć postać 2p – 1 · (2p – 1). Tym samym „mer­sen­nów­ki” to wizy­tów­ki parzy­stych dosko­na­ło­ści. Ten­że Euler spraw­dził też (ręcz­nie, czy­li na pie­cho­tę!), że dla potę­gi p = 31 licz­ba Mersenne’a jest pierw­sza. Dało to ósmą licz­bę doskonałą.

Obec­nie, dzię­ki zago­nie­niu kom­pu­te­rów do tej żmud­nej harów­ki, zna­my oko­ło pięć­dzie­się­ciu liczb dosko­na­łych. Polo­wa­nie na nie trwa bez sezo­nu ochron­ne­go. Pod­kreśl­my, że nie ma bez­po­śred­nie­go pożyt­ku z tych licz­bo­wych mon­strów. Ale pro­gram do ich wyszu­ki­wa­nia, dzię­ki nie­mi­ło­sier­ne­mu tor­tu­ro­wa­niu kom­pu­te­ra, jest świet­nym testem jego pro­ce­so­ra i pamięci.

A co z dosko­na­ło­ścią nie­pa­rzy­stą? Nie­ste­ty, mimo zawzię­te­go szpe­ra­nia w licz­bo­wym cie­ście, nie uda­ło się dotąd wytro­pić żad­ne­go „rodzyn­ka”. Wia­do­mo jed­nak, gdzie go nie szu­kać. Otóż na pew­no nie ma żad­ne­go w zakre­sie do 101500 (wynik: Pas­cal Ochem i Micha­ël Rao – 2012). Jeśli więc jakiś dosko­na­ły nie­pa­rzy­sty „rodzy­nek” ist­nie­je, jest on praw­dzi­wym bia­łym krukiem.

Licz­by zaprzyjaźnione
Z licz­ba­mi dosko­na­ły­mi kole­gu­ją się pary liczb zaprzy­jaź­nio­nych (ang. ami­ca­ble num­bers), czy­li takich liczb natu­ral­nych, gdzie suma wszyst­kich dziel­ni­ków wła­ści­wych pierw­szej licz­by jest rów­na dru­giej licz­bie – i odwrot­nie (suma wszyst­kich dziel­ni­ków wła­ści­wych dru­giej licz­by jest rów­na pierw­szej liczbie).

Pierw­sza para liczb zaprzy­jaź­nio­nych 220 oraz 284 zna­na była już Pita­go­ra­so­wi (Grek mawiał nawet: „Przy­ja­ciel to dru­gi ja; przy­jaźń, to sto­su­nek liczb 220 i 284”). Mamy bowiem

  • 220 = 1 + 2 + 4 + 71 + 142 (dziel­ni­ki wła­ści­we licz­by 284),
  • 284 = 1 + 2 + 4 + 5 + 10 + 11 + 20 + 22 + 44 + 55 + 110 (dziel­ni­ki 220).

Tak więc jed­na licz­ba stwier­dza – i to z wza­jem­no­ścią – „dosko­na­łość” dru­giej licz­by wzglę­dem swo­ich wła­snych dziel­ni­ków wła­ści­wych. Kolej­ne kil­ka par przy­ja­ciół: (1184, 1210), (2620, 2924), (5020, 5564), …. Oczy­wi­ście, jeśli (a, b) są przy­ja­ciół­mi, to (ka, kb) też nimi są.

W teo­rii liczb wyko­rzy­stu­je się rów­no­waż­ne funk­cje γ(n) = suma dziel­ni­ków wła­ści­wych licz­by n oraz σ(n) = suma wszyst­kich dodat­nich dziel­ni­ków n. Oczy­wi­ście, zacho­dzi rów­ność σ(n) = γ(n) + n. Z uży­ciem tych funk­cji może­my zapi­sać definicje:

(1) n jest licz­bą pierw­szą, gdy γ(n) = 1,

(2) n jest licz­bą dosko­na­łą, gdy γ(n) = n,

(3) a, b są licz­ba­mi zaprzy­jaź­nio­ny­mi, gdy γ(a) = b, γ(b) = a, co przy pomo­cy funk­cji σ(n) moż­na zapi­sać jako rów­ność σ(a) = σ(b) = a + b. (Odno­tuj­my w tym miej­scu, że licz­ba dosko­na­ła jest samot­nicz­ką, któ­ra jest zaprzy­jaź­nio­na tyl­ko ze sobą samą).

(4) n jest licz­bą nad­mia­ro­wą (ang. excess num­ber) lub obfi­tą (abun­dant numer}, gdy jest mniej­sza od sumy swo­ich dziel­ni­ków wła­ści­wych, tzn. γ(n) > n.

Na przy­kład licz­by 12 oraz 18 są nad­mia­ro­we, bowiem
γ(12) = 1 + 2 + 3 + 4 + 6 = 16 > 12,
γ(18) = 1 + 2 + 3 + 6 + 9 = 21 > 18.

(5) n jest licz­bą defi­cy­to­wą (ang. defi­cient numer), gdy suma jej dziel­ni­ków wła­ści­wych jest mniej­sza od niej samej, czy­li γ(n) < n.

Dla przy­kła­du licz­by 8 oraz 10 są defi­cy­to­we, ponieważ:
γ(8) = 1 + 2 + 4 = 7 < 8,
γ(10) = 1 + 2 + 5 = 8 < 10.

Licz­ba­mi defi­cy­to­wy­mi są, oczy­wi­ście, licz­by pierw­sze. Wia­do­mo też, że ist­nie­je nie­skoń­cze­nie wie­le liczb defi­cy­to­wych (i nad­mia­ro­wych), zarów­no parzy­stych, jak i nie­pa­rzy­stych. W parze liczb zaprzy­jaź­nio­nych mniej­sza z nich jest nad­mia­ro­wa, a więk­sza deficytowa.

Zauważ­my, że defi­ni­cja γ(1) sank­cjo­nu­je fakt, że licz­ba 1 nie jest uzna­wa­na obec­nie w teo­rii liczb za „atom aryt­me­ty­ki”, czy­li licz­bę pierw­szą. Decy­du­je o tym rów­ność γ(1) = 0, któ­ra nada­je jedyn­ce nie­co pokręt­ny sta­tus, bo ta licz­ba ani nie jest pierw­sza, ani też zło­żo­na. Krót­ko mówiąc, jedyn­ka jest jedy­na w swo­im rodza­ju i spra­wia to, że liczb natu­ral­nych są aż trzy rodza­je – pierw­sze, zło­żo­ne i jed­na typu „ani taka, ani sia­ka”, czy­li jedynka.

Na „pocie­sze­nie” dla licz­by 1 dodaj­my, że jest ona zwa­ną licz­bą pra­wie dosko­na­łą (ang. near-perfect num­ber), czy­li licz­bą, dla któ­rej zacho­dzi γ(n) = n – 1. Pod tę defi­ni­cję zała­pu­ją się zresz­tą wszyst­kie potę­gi licz­by 2, nie tyl­ko 2o = 1.

Hipo­te­za Goldbacha
W 1742 roku Chri­stian Gold­bach posta­wił pyta­nie, któ­re do dziś bez­sku­tecz­nie cze­ka na pogrom­cę – i prze­szło do histo­rii jako hipo­te­za Gold­ba­cha: każ­da parzy­stość więk­sza od dwóch jest sumą dwóch liczb pierw­szych”. Nad­mień­my, że Gold­bach uzna­wał 1 za licz­bę pierw­szą, ale kon­wen­cja ta nie jest już obec­nie sto­so­wa­na (z powo­dów poda­nych powy­żej). Powyż­szą hipo­te­zę, nazy­wa­ną „hipo­te­zą Gold­ba­cha”, sfor­mu­ło­wał w rezul­ta­cie Euler, jed­nak nazwa nie zosta­ła zmie­nio­na. Gold­bach w liście do Eule­ra zasu­ge­ro­wał, że „każ­da nie­pa­rzy­sta licz­ba natu­ral­na więk­sza niż 5 może być przed­sta­wio­na w posta­ci sumy trzech liczb pierw­szych”, a ten­że po otrzy­ma­niu listu stwier­dził, że moż­na to upro­ścić: „każ­da licz­ba parzy­sta więk­sza od dwóch jest sumą dwóch liczb pierwszych.”

Do tej pory wyka­za­no, że zbiór liczb parzy­stych nie speł­nia­ją­cych hipo­te­zy Gold­ba­cha ma gęstość 0. Co to ozna­cza? Ano dokład­nie tyle, że wraz ze wzro­stem n odse­tek liczb parzy­stych mniej­szych od n, któ­re nie speł­nia­ją tej hipo­te­zy, dąży do 0.

Jed­nak mimo zdwo­jo­nych wysił­ków, hipo­te­za nadal nie daje się roz­ło­żyć na łopat­ki. Co praw­da w 2012 roku dzię­ki nie­sły­cha­nej spraw­no­ści „nie­sły­cha­nie spraw­nych idio­tów” (czy­taj: kom­pu­te­rów) Tomás Oli­ve­ira e Silva, por­tu­gal­ski mate­ma­tyk z Lizbo­ny, prze­te­sto­wał opor­ną hipo­te­zę aż do czte­rech try­lio­nów (4·1018 = 4 000 000 000 000 000 000). I co? Praw­dzi­wa; czte­ry try­lio­ny też są sumą dwóch liczb pierw­szych. Ale ów pozor­nie wiel­ki kawa­łek nie­skoń­czo­no­ści ma się do niej jesz­cze mniej niż kro­pla wody do oce­anu – to po pierw­sze. A po dru­gie: nadal nie dowo­dzi ogól­nej praw­dzi­wo­ści hipo­te­zy. Jak mawia­ją mate­ma­ty­cy, pro­blem jest otwar­ty, bo dla dowo­du zamknię­ty póki co (stan na 03.2025).

*

Powiedz­my jesz­cze parę słów o licz­bach bliź­nia­czych (ang. twin pri­mes) – czy­li parach liczb pierw­szych, któ­rych róż­ni­ca wyno­si 2. Hipo­te­za o licz­bach bliź­nia­czych – przy­pi­sy­wa­na Eukli­de­so­wi – jest do tej pory (stan na 03.2025) pro­ble­mem otwar­tym w teo­rii liczb, zwią­za­nym z roz­miesz­cze­niem liczb pierw­szych; jako pierw­szy (oko­ło 300 p.n.e.) wysu­nął on hipo­te­zę, że jest nie­skoń­cze­nie wie­le par liczb takich, że p oraz  p+2 są licz­ba­mi pierwszymi.

Naj­więk­sze zna­ne dzi­siaj licz­by bliź­nia­cze póki co (stan na 03. 2025), a każ­da skła­da­ją­ca się z 388 342 cyfr, to 2 996 863 034 895 · 21 290 000 ± 1, zna­le­zio­ne dzie­więć lat temu przez Toma Gre­era w ramach pro­jek­tu PrimeGrid.

Dla­cze­go w ogó­le o nich mówi­my? Otóż licz­by bliź­nia­cze są bada­ne przez mate­ma­ty­ków, bo ich roz­kład i wła­ści­wo­ści ma zasto­so­wa­nie w róż­nych dzia­łach kró­lo­wej nauk, takich jak kryp­to­gra­fia na przy­kład. Ponad­to hipo­te­za o licz­bach pierw­szych bliź­nia­czych, któ­ra zakła­da ist­nie­nie nie­skoń­cze­nie wie­lu par liczb pierw­szych róż­nią­cych się o dwa, jest jed­nym z pro­ble­mów gry­zą­cych mate­ma­ty­ków od ponad dwu­dzie­stu trzech wie­ków i od tyluż wie­ków cze­ka na swe­go pogromcę.

Twier­dze­nie nor­we­skie­go mate­ma­ty­ka Vigo Bru­na (1919 r.) gło­si, że sze­reg otrzy­ma­ny przez sumo­wa­nie odwrot­no­ści liczb pierw­szych bliź­nia­czych, tzn.

\((\frac{1}{3}) + (\frac{1}{5}) + (\frac{1}{5}) + (\frac{1}{7}) + (\frac{1}{11}) + (\frac{1}{13}) + (\frac{1}{17}) + (\frac{1}{19}) + \ldots{} \)

jest zbież­ny i że ta gra­ni­ca to B ≈ 1,90 (zwa­na sta­łą Bru­na), co jest świa­dec­twem rzad­ko­ści liczb pierw­szych bliź­nia­czych, nawet jeśli jest ich nie­skoń­cze­nie wie­le. Roz­bież­ność sze­re­gu (B = ∾) była­by dowo­dem ist­nie­nia nie­skoń­cze­nie wie­lu par liczb bliź­nia­czych. Co cie­ka­we, sze­reg odwrot­no­ści samych liczb pierw­szych roz­bie­ga się do nie­skoń­czo­no­ści, a to już udo­wod­nił Euler.

W 1994 r. wada pew­ne­go mode­lu pro­ce­so­rów Pen­tium fir­my Intel ujaw­ni­ła się przy sza­co­wa­niu sta­łej Bru­na – oka­za­ło się, że ope­ra­cja wyzna­cza­nia odwrot­no­ści licz­by 824 633 702 441 była wyko­ny­wa­na z mniej­szą dokład­no­ścią, niż zakła­da­no: 9 popraw­nych cyfr zamiast 19 miejsc po przecinku.

*

W 1849 roku mate­ma­tyk fran­cu­ski Alphon­se de Poli­gnac sfor­mu­ło­wał ogól­niej­szą hipo­te­zę. Mówi ona, że dla każ­dej licz­by natu­ral­nej k ist­nie­je nie­skoń­cze­nie wie­le takich par liczb pierw­szych pq, gdzie q = p + 2k.

To tzw. hipo­te­za Poli­gna­ca. Zaś ipo­te­za o licz­bach bliź­nia­czych to jej przy­pa­dek szcze­gól­ny dla k = 1.

Z kolei dla k = 2 pary liczb pierw­szych, czy­li pary (p, p + 4), nazy­wa się kuzy­now­ski­mi (ang. cousin pri­me).

*

Sek­sow­ne licz­by pierw­sze (ang. sexy pri­me, co jest grą słów od łaciń­skie­go sex = sześć) to licz­by pierw­sze, któ­re róż­nią się od sie­bie o 6 (k = 3).

Pierw­sze pięć par liczb sexy pri­me to: (5, 11), (7, 13), (11, 17), (13, 19), (17, 23), (23, 29).

Mate­ma­ty­cy wciąż pró­bu­ją zna­leźć wię­cej par sek­sow­nych liczb pierw­szych. Naj­więk­sza zna­na para zosta­ła jak dotąd zna­le­zio­na przez Ser­ge­’a Bata­lo­va w listo­pa­dzie 2024 roku:

[16472224158 · (2166678 – 1) – 1] · 283341 + 1 oraz
[16472224158 · (2166678 – 1) – 1] · 283341 – 5

Trój­ki liczb pierw­szych (p, p + 6, p + 12) zwa­ne są sek­sow­ny­mi trój­ka­mi. Pierw­szych 5 sek­sow­nych tró­jek: (7, 13, 19), (17, 23, 29), (31, 37, 43), (47, 53, 59), (67, 73,79). Sto­su­jąc ana­lo­gicz­ną ideę, moż­na kre­ować sek­sow­ne czwo­racz­ki liczb pierw­szych lub sek­sow­ne pię­cio­racz­ki liczb pierwszych.

*

Teo­ria liczb w ten spo­sób jest i spad­ko­bier­czy­nią, i kon­ty­nu­ator­ką myśli Proc­lu­sa Dia­do­chu­sa, jed­ne­go z ostat­nich sze­fów słyn­nej Aka­de­mii Pla­toń­skiej (zało­żo­nej przez Pla­to­na w Ate­nach w 387 p.n.e., a zamknię­tej w 529 roku z roz­ka­zu cesa­rza Justyniana).

Dodaj­my na zakoń­cze­nie, że pięk­na i boga­ta teo­ria liczb wyróż­nia w swo­im ogród­ku jesz­cze wie­le innych grzą­dek, czy­li klas liczb, ale ich przed­sta­wia­nie tutaj to już temat nie na jeden mały arty­kuł. A powie­dzieć, że na cały jeden tom, to nic nie powiedzieć.

PS. Bata­lov (maj 2025) zako­mu­ni­ko­wał o zna­le­zie­niu jesz­cze więk­szej pary sek­sow­nych liczb pierw­szych. A moż­na być pew­nym, że koniec wyści­gu z licz­ba­mi pierw­szy­mi nie ma końca.


Tade­usz Ostrowski
dr nauk matematycznych