Dro­ga M…

Mam zamiar Ci opo­wie­dzieć o dwóch prze­ple­cio­nych czwo­ro­ścia­nach, ale zanim będę mógł o nich pisać, zaj­mę się figu­ra­mi na płaszczyźnie.

Na pew­no spo­tka­łaś się z gwiaz­dą Dawi­da, nazy­wa­ną cza­sa­mi gwiaz­dą sześcioramienną.

Gwiaz­da Dawi­da to dwa prze­ple­cio­ne trój­ką­ty rów­no­bocz­ne sym­bo­li­zu­ją­ce prze­ci­wień­stwa. Jeden jest obra­zem dru­gie­go w syme­trii wzglę­dem wspól­ne­go geo­me­trycz­ne­go środ­ka. Miejsc, w któ­rych boki tych trój­ką­tów się prze­ci­na­ją, nie uzna­je­my za wierz­choł­ki całej figury.

Podob­ną sytu­ację wyobraź­my sobie w prze­strze­ni. Dwa prze­ple­cio­ne czwo­ro­ścia­ny forem­ne mogą być syme­trycz­ne wzglę­dem wspól­ne­go środ­ka, czy­li punk­tu rów­no odle­głe­go od wszyst­kich wierz­choł­ków. To połą­cze­nie czwo­ro­ścia­nów Luca Pacio­li w księ­dze De Divi­na Pro­por­tio­ne (ilu­stro­wa­nej przez Leonar­da da Vin­ci, wyda­nej w 1509 roku) nazwał octa­he­dron ele­va­tum.

Tak, jak w wypad­ku gwiaz­dy Dawi­da, za wierz­choł­ki uzna­je­my tyl­ko wierz­choł­ki obu czwo­ro­ścia­nów, nie punk­ty prze­cię­cia ich kra­wę­dzi. Cały układ ma 8 ścian, 12 kra­wę­dzi i 8 wierz­choł­ków, ale nie two­rzy jed­ne­go wie­lo­ścia­nu, bo roz­pa­da się na dwa czwo­ro­ścia­ny. Zobacz:

Nazwa nada­na przez Lucę Pacio­le­go suge­ru­je, że gwiaz­da powsta­je przez prze­dłu­że­nie ścian ośmio­ścia­nu – rze­czy­wi­ście, gdy­by­śmy od tej gwiaz­dy odcię­li osiem ramion, pozo­stał­by ośmio­ścian foremny.

Ten trój­wy­mia­ro­wy odpo­wied­nik gwiaz­dy Dawi­da jest w misty­ce sym­bo­lem przed­sta­wia­ją­cym jed­ność cia­ła, umy­słu i ducha, nazy­wa­nym mer­ka­ba (a to w tra­dy­cji biblij­nej jest rydwan lub tron boży). Wią­że się go z zawar­to­ścią mistycz­ną Księ­gi Heno­cha.

Jeśli przyj­rzysz się tej figu­rze uważ­niej, zoba­czysz jesz­cze, że tę gwiaz­dę moż­na „ubrać” w sześcian.

Kra­wę­dzie czwo­ro­ścia­nów są wte­dy prze­kąt­ny­mi ścian sze­ścia­nu. Dwa czwo­ro­ścia­ny forem­ne wpi­sa­ne w ten spo­sób w sze­ścian Kepler nazwał stel­la octan­gu­la. Mamy więc kil­ka nazw (i kil­ka spo­so­bów widze­nia) tego same­go obiektu.

Na razie zaj­mij­my się tym, jaki jest wynik obcię­cia rogów ukła­du sze­ścian plus ośmio­ścian i ukła­du dwu­na­sto­ścian plus dwudziestościan.

W sple­cio­nych sze­ścia­nie i ośmio­ścia­nie tkwi bry­ła o sze­ściu ścia­nach kwa­dra­to­wych (jak sze­ścian) i ośmiu ścia­nach trój­kąt­nych (jak ośmio­ścian) – tro­chę z tego, tro­chę z tego, praw­da? To jest sześcio-ośmiościan.

W ana­lo­gicz­nym ukła­dzie zło­żo­nym z dwu­na­sto­ścia­nu i dwu­dzie­sto­ścia­nu czę­ścią wspól­ną jest dwudziesto-dwunastościan. Ma 12 ścian pię­cio­kąt­nych i 20 trójkątnych.

W ten spo­sób doszli­śmy do wie­lo­ścia­nów pół­fo­rem­nych. To są takie wie­lo­ścia­ny, któ­rych wszyst­kie ścia­ny są forem­ne, ale nie jed­ne­go rodza­ju. Każ­dy wierz­cho­łek takie­go wie­lo­ścia­nu jest taki sam. Ina­czej: w każ­dym wierz­choł­ku spo­ty­ka­ją się takie same wie­lo­ką­ty w takim samym ukła­dzie, np. w dwudziesto-dwunastościanie wokół każ­de­go wierz­choł­ka jest układ: pięciokąt-trójkąt-pięciokąt-trójkąt (jeśli wolisz: trójkąt-pięciokąt-trójkąt-pięciokąt), w takiej a nie innej kolej­no­ści. Muszę Cię uprze­dzić – to co tu wła­śnie napi­sa­łem, jest pew­nym uproszczeniem.

Forem­nych wie­lo­ścia­nów jest pięć. A pół­fo­rem­nych – jak się oka­zu­je – nie­skoń­cze­nie wie­le. Na szczę­ście da się tę ogrom­ną rodzi­nę dość łatwo upo­rząd­ko­wać. Są dwie serie nie­skoń­czo­ne: forem­no­ścien­ne gra­nia­sto­słu­py i forem­no­ścien­ne gra­nia­sto­słu­py skrę­co­ne. A trze­cia gro­ma­da to 13 brył archimedesowych.

Forem­no­ścien­ne gra­nia­sto­słu­py to gra­nia­sto­słu­py pro­ste o forem­nych pod­sta­wach i kwa­dra­to­wych ścia­nach bocznych.

Gra­nia­sto­słup skrę­co­ny to wie­lo­ścian, któ­ry powsta­je przez skrę­ce­nie jed­nej z pod­staw gra­nia­sto­słu­pa pro­ste­go wzglę­dem dru­giej pod­sta­wy. Ścia­ny bocz­ne tego two­ru są trój­ką­ta­mi. Jeśli te trój­ką­ty są rów­no­bocz­ne, a pod­sta­wy – forem­ne, otrzy­mu­je­my wie­lo­ścian pół­fo­rem­ny. Tutaj widzisz takie dwa gra­nia­sto­słu­py sied­mio­kąt­ne – po lewej gra­nia­sto­słup pro­sty, po pra­wej – skręcony.

W pol­skiej lite­ra­tu­rze możesz cza­sem zna­leźć nazwę anty­gra­nia­sto­słup (a nawet – o zgro­zo – anty­pry­zma), a to dokład­na kal­ka angiel­skie­go anti­prism. Ja sta­now­czo wolę gra­nia­sto­słup skrę­co­ny – lepiej pasu­je do opi­sy­wa­ne­go obiek­tu, prawda?

Cie­kaw­sza jest ta trzy­nast­ka brył. Nale­żą do niej i sześcio-ośmiościan, i dwudziesto-dwunastościan.

Nazwa „bry­ły archi­me­de­so­we” wią­że się z Archi­me­de­sem z Syra­kuz (III w. p.n.e.), któ­re­mu przy­pi­su­je się pierw­szy opis wszyst­kich tych brył. Nie zacho­wa­ły się żad­ne pisma Archi­me­de­sa na ich temat. Pierw­sza wzmian­ka o tym, że znał on te bry­ły pocho­dzi od Pap­pu­sa z Alek­san­drii, któ­ry żył na prze­ło­mie III i IV wie­ku naszej ery. Pap­pus zapew­ne spo­tkał się z auten­tycz­ny­mi prze­ka­za­mi z cza­sów Archimedesa.

A teraz skok do renesansu.

W XV wie­ku wło­scy arty­ści, m.in. Alber­ti, Bru­nel­le­schi i Uccel­lo, sta­ra­li się jak naj­wier­niej oddać trój­wy­mia­ro­wą rze­czy­wi­stość na płasz­czyź­nie obra­zu lub fre­sku. Poważ­nie zaj­mo­wa­li się geo­me­trią, zdo­by­wa­li pew­ność doświad­cze­nia z per­spek­ty­wą. Pie­ro del­la Fran­ce­sca, zna­ny dziś przede wszyst­kim jako wybit­ny malarz, stwo­rzył pierw­szą księ­gę poświę­co­ną wyłącz­nie tema­to­wi per­spek­ty­wy –  De pro­spec­ti­va pin­gen­di (O per­spek­ty­wie w malar­stwie). W tym dzie­le moż­na poznać jego geo­me­trycz­ny kunszt. Wsze­la­ko był też mate­ma­ty­kiem, wśród jego dzieł są dwie księ­gi mate­ma­tycz­ne – Trat­ta­to d’abaco (gdzie moż­na zna­leźć mię­dzy inny­mi pró­by roz­wią­zań rów­nań stop­nia trze­cie­go, czwar­te­go i pią­te­go) i De quinque cor­po­ri­bus regu­la­ri­bus (O pię­ciu bry­łach forem­nych). Nie jest to zaska­ku­ją­ce, że w tych cza­sach rów­no­cze­śnie z zain­te­re­so­wa­niem per­spek­ty­wą odra­dza się zna­jo­mość pod­sta­wo­wych wie­lo­ścia­nów – naj­czyst­szych i naj­prost­szych mode­li do ćwi­czeń w dosko­na­le­niu zasad rysunku.

Dla­cze­go piszę teraz o Pie­rze? Otóż w jego rysun­kach poja­wia­ją się nie­któ­re bry­ły archi­me­de­so­we. Od nie­go uczy się i zapo­ży­cza ele­men­ty per­spek­ty­wy i geo­me­trii Luca Pacio­li (według dzi­siej­szych domy­słów przy­ja­ciel Pie­ra). A Pacio­li współ­pra­co­wał z Leonar­dem da Vin­ci… Dzie­ła Pie­ra del­la Fran­ce­sca posłu­ży­ły za pod­sta­wę Trak­ta­tu o malar­stwie Leonar­da da Vin­ci, gdzie wie­lo­ścia­ny poka­za­ne w per­spek­ty­wie znów gra­ją waż­ną rolę.

Obie­cu­ję, że w następ­nym liście już napraw­dę zaj­mę się bry­ła­mi archi­me­de­so­wy­mi! Tym­cza­sem pozdra­wiam serdecznie.

Janek


Ilu­stra­cje zosta­ły wyko­na­ne przez autora.