Dwa są zasad­ni­cze poglą­dy dydak­ty­ków na spo­sób roz­po­czy­na­nia począt­ków geometrii.

Pierw­szy da się krót­ko stre­ścić tak: nale­ży roz­po­czy­nać naukę na tle doświad­czal­nym i wybie­rać naj­sil­niej­szy kon­kret mate­rial­ny tzn. bry­łę (w szcze­gól­no­ści zaś sze­ścian), łącząc naukę z bez­po­śred­nim ujmo­wa­niem rze­czy­wi­sto­ści1; by z pozna­nej bry­ły wypro­wa­dzać (przez obry­so­wy­wa­nie) figu­ry pla­ni­me­trycz­ne (kwa­drat z sze­ścia­nu), prze­cho­dząc następ­nie do linii i punktu.

Dru­gi, prze­ciw­sta­wia­jąc się, twier­dzi: ze sta­no­wi­ska geo­me­trycz­ne­go sze­ścian (bry­ła) jest rów­nież obcy, jak kon­kret­ny obraz figur pła­skich (linii), więk­sza „mate­rial­ność” bry­ły wytwa­rza fał­szy­we łącze­nie for­my geo­me­trycz­nej (czy­stej abs­trak­cji) z kształ­tem mate­rial­nym. Gene­za figu­ry pła­skiej, powsta­łej przez obry­so­wa­nie bry­ły, koja­rzyć się będzie w umy­śle dziec­ka z obry­so­wy­wa­niem nie­zna­ne­go prze­cież przed­mio­tu, nie zaś z istot­ny­mi ele­men­ta­mi tj. linią i kątem.2

Przed­sta­wi­cie­lem pierw­sze­go poglą­du w Pol­sce był Lucjan Zarzec­ki, przed­sta­wi­ciel­ką dru­gie­go – dr Ludwi­ka Jeleńska.

***

Poglą­dy te nie wyklu­cza­ją się, moim zda­niem. Moż­na, a nawet jest wska­za­nym, idąc ogól­nie za cen­ny­mi wska­za­nia­mi Jeleń­skiej, trak­to­wać bry­ły jako obiek­ty, na któ­rych da się wyróż­nić ele­men­ty (figu­ry) pła­skie. Ist­nie­je ogól­na war­tość i przy­czy­na, dla któ­rej bry­ły są cią­głym tema­tem pro­gra­mów naucza­nia. Tą war­to­ścią jest ich zna­cze­nie prak­tycz­ne, pole­ga­ją­ce na wszech­stron­nym zasto­so­wa­niu w tech­ni­ce, w rze­mio­śle i w ogó­le w życiu.

Samo jed­nak wyka­za­nie uty­li­ta­ry­zmu nowo­cze­snej dydak­ty­ki zado­wo­lić nie może. Może waż­niej­szym jest pyta­nie, jakie wła­sno­ści kształ­cą­ce ma ucze­nie się o bry­łach, łącz­nie z obli­cza­niem ich powierzch­ni i obję­to­ści. Przede wszyst­kim więc wzgląd na dziec­ko.3

Trak­to­wa­nie brył na lek­cjach geo­me­trii ma nie­ste­ty wie­le z nie­wol­ni­czej ruty­ny – pole­ga na sche­ma­cie postę­po­wa­nia: pokaz bry­ły, opis (licz­ba ścian, kra­wę­dzi, wierz­choł­ków itp.), siat­ka i (nie tak zresz­tą czę­sto i nie zawsze przez wszyst­kie dzie­ci) wyko­na­nie bryły.

Dla­te­go naj­czę­ściej zaczy­na się od opi­su jakiejś przy­nie­sio­nej na lek­cję bry­ły, zamiast od jej wytwa­rza­nia (nie dro­gą siat­ki)? Jest to powszech­ny grzech nauczycieli.

Poni­żej przed­sta­wiam, jak z brył moż­na stwo­rzyć mate­riał wyso­ce kształ­cą­cy wyobraź­nię prze­strzen­ną, pomy­sło­wość i twór­czość dzie­cię­cą w połą­cze­niu z wiel­ką atrakcją!

„Jak gigant Ante­usz w wal­ce z Her­ku­le­sem nowych sił nabie­rał, zetknąw­szy się ze swą mat­ką Zie­mią, tak stu­dium mate­ma­ty­ki znaj­du­je w zetknię­ciu się zmy­sło­wym ze zja­wi­ska­mi świa­ta mate­rial­ne­go sta­łe i naj­sil­niej­sze opar­cie”.4

Her­ku­les wal­czą­cy z Ante­uszem
autor: Hein­rich Alde­gre­ver, (ok.1502–1555)

Pro­wa­dząc w kil­ku oddzia­łach naukę ułam­ków, mia­łem wra­że­nie, że dłuż­sze sto­so­wa­nie kół ułam­ko­wych ma wszel­kie podo­bień­stwo do star­tu samo­lo­tu: im doświad­cze­nie pew­niej­sze, koła ułam­ko­we obfit­sze i podział częst­szy, tym ode­rwa­nie się w sfe­rę abs­trak­cji pręd­sze, bez wstrzą­sów i wah­nięć, tym zro­zu­mie­nie ułam­ków i dzia­łań na nich grun­tow­niej­sze i bar­dziej trwałe.

Nie od przed­sta­wie­nia opi­su wła­sno­ści bry­ły, lecz od przy­go­to­wa­nia (wytwa­rza­nia) mode­lu tej bry­ły przez uczniów powin­ni­śmy roz­po­czy­nać naukę począt­ków geo­me­trii. Trzy kolej­ne czyn­no­ści to: 1) mode­lo­wa­nie, czy­li two­rze­nie mode­lu bry­ły w pla­ste­li­nie lub gli­nie, 2) wytwo­rze­nie kształ­tu (mode­lu kra­wę­dzio­we­go) bry­ły z dru­tu lub patycz­ków, 3) budo­wa­nie bry­ły z deseczek.

Przed przej­ściem do wytwa­rza­nia potrzeb­na jest krót­ka obser­wa­cja goto­wej bry­ły przez uczniów. (Obser­wa­cja bez żad­nych omówień).

Kla­sa sta­je się labo­ra­to­rium, gdzie wre pra­ca. Kry­ty­cy posta­wią się zarzut: a ileż to cza­su „stra­ci­my”? — Zdo­by­te w wykra­wa­niu brył doświad­cze­nia opła­cą się sowi­cie, a czas wró­ci się z nawiąz­ką, ale dopie­ro wte­dy, gdy przyj­dzie do two­rze­nia siat­ki bry­ły, do obli­cza­nia powierzch­ni, do prze­kro­jów brył.

W mode­lo­wa­niu zdo­by­wa dziec­ko nie­zwy­kle pew­ne wra­że­nia co do danej bry­ły. Samo ufor­mo­wa­nie kon­tu­rów nastrę­cza dla umy­słu i rąk dziec­ka nie­zwy­kle kształ­cą­cą trud­ność myślowo-logiczną i prak­tycz­ną. Ta trud­ność w ufor­mo­wa­niu kształ­tów narzu­ca wprost z wiel­ką silą potrze­bę wyod­ręb­nie­nia w danej bry­le ele­men­tów takich, jak kra­wę­dzie, płasz­czy­zny itd.

Pra­ca z pla­ste­li­ną (gli­ną) fizycz­nie nie jest trud­na: nie­fo­rem­na pró­ba da się znów łatwo prze­kształ­cić — dla tej przy­czy­ny mode­lo­wa­nie jest pierw­szym eta­pem wytwa­rza­nia. Zatem cały wysi­łek myślo­wy i uwa­ga kie­ru­je się na zależ­no­ści bry­ły od jej ele­men­tów. Powsta­ją w ten spo­sób przy­bli­żo­ne for­my ide­al­nych kształ­tów. Przy­bli­że­nia te w nie­zbyt zręcz­nych rękach dziec­ka będą bar­dzo gru­be. Dzię­ki temu tym jaskra­wiej wystą­pi spo­strze­że­nie, że naj­do­kład­niej­sze nasze two­ry mate­rial­ne, są tyl­ko obra­zem przy­bli­żo­nym pojęć abs­trak­cyj­nych takich jak płasz­czy­zna i linia!

Z mode­lo­wa­niu jak rów­nież w następ­nych pra­cach rola nauczy­cie­la ogra­ni­czy się do kie­ro­wa­nia uwa­gi na zasad­ni­cze błę­dy: nie­rów­ność płasz­czyzn, nie­re­gu­lar­ność linii i dys­pro­por­cja bryły.

Poję­cie płasz­czy­zny pła­skiej i nie­pła­skiej (u stoż­ka, wal­ca), a zara­zem ich połą­cze­nia (u stoż­ka i wal­ca), to zdo­bycz umy­słu dziec­ka przez modelowanie.

Uczeń, wyko­nu­jąc sze­ścian, od razu nie wie, że trze­ba 12 patycz­ków, dosta­je jeden lub dwa dłu­gie np. po 60 cm. Pod­po­wia­da­my mu tyl­ko spo­sób łącze­nia: gli­na, pla­ste­li­na lub goto­wa­ny groch. (W mie­sią­cu czerw­cu, kie­dy są już zie­lo­ne małe owo­ce kasz­ta­nów, moż­na je użyć). W samej pra­cy dro­gę bada­nia, prób i powtó­rzeń (czę­sto kosz­tem znisz­cze­nia czę­ści patycz­ków) uczeń naocz­nie prze­ko­na się, że w sze­ścia­nie jest dwa­na­sćie6 kra­wę­dzi i że sze­ścian ma sześć ścian (w kształ­cie kwadratu).

Przy osa­dza­niu patycz­ków uczeń osa­dzać musi je pro­sto­pa­dle – zauwa­ży naro­ża sze­ścia­nu, a nakie­ro­wa­ny przez nauczy­cie­la dostrze­że róż­ne wza­jem­ne poło­że­nie linii pro­stych w prze­strze­ni: pro­ste prze­ci­na­ją­ce się, pro­ste rów­no­le­gle i pro­ste wichro­wa­te (któ­re nie leżą na jed­nej płasz­czyź­nie i nigdy się nie prze­ci­na­ją). Co waż­nie, uczeń zro­zu­mie, w jaki spo­sób od wiel­ko­ści boku zale­ży wiel­kość sze­ścia­nu. W ten spo­sób wej­dzie na dro­gę myśle­nia funk­cyj­ne­go7. Doświad­cze­nia zwią­za­ne z wyko­na­niem mode­lu bry­ły będą też pro­cen­to­wać w póź­niej­szym cza­sie, gdy uczeń będzie szki­co­wać rysun­ki danej bryły.

Bry­ła sze­ścia­nu wyko­na­na z dese­czek, zwró­ci uwa­gę dziec­ka na wza­jem­ne poło­że­nie płasz­czyzn — ścian sze­ścia­nu: pro­sto­pa­dłość ścian i rów­no­le­głość, jak rów­nież poję­cie naro­ża. Oczy­wi­ście w cza­sie takich zajęć z geo­me­trii uczeń przy­swoi sobie wła­ści­we nazwy (np. ścia­na bry­ły, kra­wę­dzie, naro­że) w momen­tach naj­wła­ściw­szych poda­ne przez nauczyciela.

Część pra­cy (zwłasz­cza przy­go­to­waw­czej) może odby­wać się w for­mie pra­cy domo­wej ucznia.

Po takim doświad­czal­nym naby­ciu pla­stycz­nych wia­do­mo­ści o wła­sno­ściach bry­ły może nastą­pić „opis” w for­mie zebra­nia, usys­te­ma­ty­zo­wa­nia, porów­na­nia z wła­sno­ścia­mi innych brył.

***

Ostat­nia for­ma wytwa­rza­nia (desecz­ki) może pro­wa­dzić do poszu­ki­wa­nia siat­ki bry­ły. Sze­ścian moż­na „roz­kła­dać” na desecz­ki8 – mamy moż­li­wość odkry­wa­nia róż­nych sia­tek sze­ścia­nu. (Róż­nych, a nie jed­nej w for­mie krzy­ży­ka, któ­ry ruty­na w trak­to­wa­niu przy­ję­ła nie wia­do­mo dla­cze­go9)!

Siat­ka w for­mie krzy­ża nie wyróż­nia się niczym szcze­gól­nym. Ze ści­śle prak­tycz­ne­go punk­tu widze­nia jest gor­sza od siat­ki, któ­ra na poniż­szym rysun­ku jest ozna­czo­na nume­rem 7. Zwa­żyw­szy, że mate­riał na siat­kę zwy­kle przed­sta­wia pro­sto­kąt — mar­nu­je się tyl­ko czte­ry pola, gdy w przy­pad­ku siat­ki z krzy­żem – sześć. To kolej­ny przy­kła­dem ruty­no­we­go podej­ścia, któ­ry wpra­wia w umy­śle dziec­ka fał­szy­wą suge­stię, że „krzy­żyk” jest naj­waż­niej­szą (naj­lep­szą) z sia­tek sześcianu. 

Poda­ję dwa­na­ście10 posta­ci siat­ki sześcianu.

Dziec­ko, pozna­jąc poję­cie siat­ki sze­ścia­nu meto­dą odkry­wa­nia, tj. przez roz­kła­da­nie dese­czek, zapew­ne nie tra­fi aku­rat na „krzy­żyk”. Ta wła­śnie moż­ność do otrzy­my­wa­nia kil­ku­na­stu roz­wią­zań jed­ne­go zagad­nie­nia ma kapi­tal­ne zna­cze­nie dla roz­wo­ju mate­ma­tycz­ne­go naszych uczniów.

Zaświad­czam, że kla­sa przy tej pra­cy wre. Sypią się zewsząd róż­no­ra­kie pomy­sły roz­wi­nięć! Oczy­wi­ście zarów­no błęd­ne i dobre! Pro­jek­to­daw­ca w szyb­kim szki­cu notu­je swój pro­jekt na tabli­cy, któ­ra zapeł­nia się coraz prę­dzej! Po wyczer­pa­niu pro­jek­tów, pod­da­je­my je zbio­ro­wej kry­ty­ce kla­sy, w ten spo­sób kla­sy­fi­ku­jąc na dobre i błęd­ne. Dobre pomy­sły są samo­dziel­ny­mi odkry­cia­mi uczniów i w tym ich war­tość kształ­cą­ca i stąd radość w kla­sie i w duszy małe­go odkryw­cy. Jeże­li kla­sa ma robić bry­łę, każ­dy wybie­ra sobie albo wła­sny kształt siat­ki, albo jakiś „ład­niej­szy”. Przy utrwa­le­niu lub powtó­rze­niu ryso­wa­nia sia­tek uczeń obie­ra dowol­ne roz­wią­za­nie, wszel­ka obo­jęt­ność uczu­cio­wa zni­ka, zain­te­re­so­wa­nie oży­wia pra­cę dziecka.


Przy­pi­sy
1 Odcień tego poglą­du pod nazwą For­men­ku­ude roz­po­czy­nać chce naukę od form naturalnych.
Lucjan Zarzec­ki w „Naucza­niu mate­ma­ty­ki począt­ko­wej” na s. 50 (wyda­nie z 1920 r.) wyra­żał ten san pogląd, mówiąc: „Nawet tacy wiel­cy peda­go­go­wie jak Pesta­loz­zi lub Her­bart popeł­nia­li w tym wzglę­dzie błąd zasad­ni­czy, wycho­dząc z roz­wa­żań pla­ni­me­trycz­nych. Samo poję­cie geo­me­trii było tak zwią­za­ne z ukła­dem Eukli­de­sa, że nawet ci tak kry­tycz­ni refor­ma­to­rzy naucza­nia nie potra­fi­li wyzbyć się suge­stii wiel­kie­go Gre­ka.” Na s. 60 L. Zarzec­kie roz­wa­ża zaś. tzw. „meto­dę konturów”.
2 Pogląd ten prze­po­jo­ny jest do głę­bi geo­me­trią Eukli­de­sa i jej ele­men­ta­mi: punkt, pro­sta, płasz­czy­zna, przestrzeń.
Ludwi­ka Jeleń­ska w „Meto­dy­ce pierw­szych lat naucza­nia” na s. 250 (wyda­nie z 1927 r.), kry­ty­ku­jąc pierw­szy pogląd doda­je, że w ten spo­sób (obry­so­wy­wa­nia) „zagważ­dża­my” poję­cie linii pro­stej, tj. utrud­nia­jąc dziec­ku zro­zu­mie­nie róż­ni­cy mię­dzy odcin­kiem i linią. U L. Jeleń­skiej znaj­dzie­my pięk­ne roz­wa­ża­nia na temat wpro­wa­dze­nia linii pro­stej, kąta (jako obro­tu), kwa­dra­tu i pro­sto­ką­ta już w pierw­szym roku nauki.
3 Cyto­wa­ny już Zarzec­ki na s. 11 mówi: „Naucza­nia mate­ma­ty­ki nie moż­na uza­leż­nić od inte­re­sów innych nauk, nale­ży nato­miast uza­leż­niać od inte­re­sów roz­wi­ja­ją­cej się myśli ludzkiej”.
4 K. Cwoj­dziń­ski, Jak pozy­skać ucznia dla mate­ma­ty­ki. „Muzeum” (nr 2/1926).
5 O „wytwa­rza­niu“ mówi Zarzec­ki na s. 52.
Patycz­ki moż­na zastą­pić dru­tem; wyko­na­nie sze­ścia­nu z dru­tu dla spryt­niej­szych uczniów nasu­nie cie­ka­wy pro­blem: czy z jed­ne­go kawał­ka dru­tu, bez wra­ca­nia się i bez podwo­jeń moż­na (zgi­na­jąc drut) wyko­nać sześcian?
6 W przy­pad­ku zajęć szkol­nych pro­wa­dzo­nych meto­dą ruty­no­wą (opi­so­wą) licze­nie kra­wę­dzi przy­nie­sio­nej przez nauczy­cie­la bry­ły sze­ścia­nu jest czę­sto nie­sku­tecz­ne – dziec­ko liczy bez żad­ne­go porząd­ku, czę­sto wodzi pal­cem dwa razy po jed­nej kra­wę­dzi, a inne opuszcza.
7 Zapra­wia­nie do myśle­nia funk­cyj­ne­go, cze­go ocze­ku­ją coraz czę­ściej dydak­ty­cy mate­ma­ty­ki, ma się odby­wać już w szko­le powszech­nej. Że to jest moż­li­we już od pierw­sze­go roku nauki poka­zał W. Borej­ko w pra­cy O myśle­niu funk­cyj­nem w szko­le („Przy­ja­ciel szko­ły”, nr 1/1927) poda­jąc cie­ka­we dys­ku­sje zadań i przykładów.
8 Spo­tkać się moż­na z innym spo­so­bem roz­wi­ja­nia sia­tek a mia­no­wi­cie przez roz­ci­na­nie goto­wych brył. 
9 Dowo­dem, że to ruty­no­we podej­ście daje się we zna­ki, jest arty­kuł Hele­ny Stat­tle­rów­ny pt. Siat­ki sze­ścia­nu („Para­metr”, nr 1/1930), któ­ra opo­wia­da, jak jed­na ze słu­cha­czek, mając lek­cję na temat „siat­ka sze­ścia­nu“, napo­tka­ła w kla­sie zna­jo­mość jed­ne­go sza­blo­nu „krzy­ży­ka”, poda­ny kie­dyś wcze­śniej na lek­cjach prac ręcz­nych. Autor­ka poda­je w swym arty­ku­le trzy roz­wi­nię­cia siat­ki sze­ścia­nu (nume­ry 4. 7. i 10. z nasze­go rysunku).
10 Zain­te­re­so­wa­ny Czy­tel­nik zechce z ołów­kiem i kart­ką w ręku prze­ko­nać się, czy są to już wszyst­kie moż­li­we roz­wi­nię­cia, czy jesz­cze jakieś pominięto. 

Arty­kuł jest prze­re­da­go­wa­ną wer­sją publi­ka­cji p. Satur­ni­na Raci­now­skie­go pt. Bry­ły geo­me­trycz­ne w nauce rachun­ków, wydru­ko­wa­nej we wło­cław­skim mie­sięcz­ni­ku „Życie szkol­ne” (nr 4/1930, s. 170–177).