Część XVI. Źródła i podpatrzenia (5)
Wątki tej części opowieści o symetrii wymagają użycia nieco bardziej zaawansowanych pojęć i terminów. Przepraszam więc Czytelników, którzy zaufali mi, że piszę językiem przystępnym i strawnym dla tych, którym matematyka wyższa jest zbyt obca. Zależy mi jednak na pokazaniu, jak czasem wyglądają rozważania matematyków.
Sięgam tu do dwóch fundamentalnych książek, które od lat służą mi jako punkty odniesienia. Ich autorzy, David Hilbert (1862–1943) i Harold Scott MacDonald Coxeter (1907–2003), to giganci geometrii.
David Hilbert, Stefan Cohn-Vossen Geometria poglądowa (PWN 1956) to znakomita książka napisana jednocześnie językiem ścisłym i swobodnym. Znajdziemy w niej dużo o symetriach oraz o sieciach na płaszczyźnie i w przestrzeni. Tekst można smakować i podziwiać stary styl wykładu, w którym do szukanych pojęć dochodzi się powoli, a gruntownie. W latach 30. XX wieku (niemieckie wydanie książki pochodzi z 1932 r.) nie sądzono, że można chwycić książkę i niecierpliwie szukać konkretnych definicji. Od tego czasu nawet narracja książek akademickich się zmieniła.
Harold Scott MacDonald Coxeter Wstęp do geometrii dawnej i nowej (PWN 1967) to wykład już w nowszym stylu (angielskie wydanie książki jest z 1961 r.). Znajdziemy tu definicje dotyczące symetrii, z uwzględnieniem ich ujęcia w języku teorii grup. Podobnie jak u Hilberta i Cohn-Vossena pojawiają się symetrie obrotowe i przesunięciowe. Wstęp… warto choćby przekartkować – to ciekawe spojrzenie na geometrię.
Teoriogrupowe podejście do symetrii stwarza możliwość utożsamienia izometrii i symetrii.
Gdy zaczynamy zajmować się symetrią, najpierw wydaje się, że to pojęcie w miarę dobrze zdefiniowane, że może służyć jako solidny wzór, szablon, szkielet albo nawet kręgosłup pewnej części geometrii.
Ale jak to z kręgosłupem było? (To odcinek pierwszy). Może być porażka…
A tymczasem… na prawdziwą niespodziankę natknąłem się w Co to jest matematyka? Richarda Couranta i Herberta Robbinsa (Prószyński i S‑ka 1998). Książka ta nie jest monografią, lecz (dość potężnym) esejem o matematyce. Przekształcenia geometryczne są w książce omawiane bardziej ogólnie, „z lotu ptaka”.
Otóż według autorów inwersja płaszczyzny względem okręgu jest uogólnieniem „zwykłej’’ symetrii osiowej (względem prostej)!
Inwersja względem okręgu o środku O i promieniu r to takie przekształcenie płaszczyzny, które każdemu punktowi P (różnemu od punktu O) przyporządkowuje punkt P’ leżący na półprostej OP, spełniający warunek r² = OP ⋅ OP’.
Obrazowo można to określić jako „przenicowanie”, „wywinięcie” płaszczyzny – wnętrze okręgu przechodzi na zewnętrze i na odwrót, zewnętrze okręgu – na wnętrze.
Inwersja nie jest izometrią. Jeśli symetrię osiową nazwiemy odbiciem lustrzanym, to inwersja byłaby odbiciem w bardzo krzywym zwierciadle. Mimo to zachowuje kąty: to znaczy kąty między prostymi lub krzywymi po przekształceniu są takie same jak przed przekształceniem. Obrazy okręgów niezawierających środka inwersji to inne okręgi. Natomiast obrazami prostych są okręgi przechodzące przez środek inwersji.
I oto wraca „największe koło świata”, czyli prosta z Halo, Pan Bóg? Tu Anna… (odcinek ósmy).
Włączenie inwersji do katalogu symetrii jest zdumiewające, a jednocześnie otwiera ciekawe perspektywy.
W Niezwykłych liczbach profesora Stewarta Iana Stewarta (Prószyński i Ska 2016) pierwszy raz zwróciłem uwagę na zdanie: „symetria to przekształcenie, które zachowuje strukturę przekształcanej przestrzeni”. Ha! Czyli nie tylko izometrie, ale też podobieństwa i przekształcenia zwężające. A gdy odejdziemy dalej od przestrzeni euklidesowej – choćby do przestrzeni rzutowej – musimy ustalić, o jakiej strukturze mowa. A co to jest symetria na sferze?
Jeśli odrzucimy metrykę i o strukturze decydować będą homeomorfizmy, jakże ciekawe zrobią się symetrie!
Homeomorfizm (termin topologiczny) to takie przekształcenie ciągłe, które ma przekształcenie odwrotne również ciągłe. Zwykle podaje się przykład kubka z uszkiem, który jest homeomorficzny z obwarzankiem; podobnie powierzchnia bryły wypukłej jest homeomorficzna ze sferą.
Z jasnego i dobrze określonego pojęcia robi się nagle coś dziwnego, sprzecznego z intuicją.
Na początku roku 2021 pojawiła się informacja, że trzej polscy matematycy znaleźli odpowiedź na ważne pytanie o symetrie wszystkich symetrii. W internetowym wywiadzie profesor Piotr Nowak – jeden z nich – opowiada, o co w tym chodzi. Istotne jest to, że automorfizmy są algebraicznymi symetriami. Automorfizm to przekształcenie obiektu, które zachowuje jego strukturę.
Najlepiej jednak, żeby to profesor Nowak powiedział o tym sam:
***
Część XVII. Źródła i podpatrzenia (6)
Pocztarże
Kiedyś wertując stare roczniki czasopisma „Matematyka”, natknąłem się na wybrane przez Jana Ziembę zadania ze starej książki (Zadania staropolskie, „Matematyka”, nr 4/1957). Źródłem był napisany przez Józefa Torżewskiego RACHMISTRZ POLSKI.

RACHMISTRZ POLSKI
Toiest Zebranie Wszystkich Reguł
Arytmetycznych y Algebrycznych
z dostatecznemi informacyami y explikacjami
Nowo Oyczystym ięzykiem wydany
Różnym Stanom y kondycyi ludziom służący
w Drukarni Berdyczowskiey Fortecy
Najświętszej Panny MARYI, Roku Pańskiego 1760.
żródło: Polona
J. Ziemba zacytował siedemnaście zadań. Nikt dziś nie będzie na piechotę szukał Radyx Sorsalid, czyli pierwiastka stopnia piątego. Ucieszyły mnie jednak dwa zadania, które przydały mi się od razu na zajęciach ze studentami pedagogiki, szykującymi się do pracy z najmłodszymi uczniami szkół podstawowych. Tym razem wspomnę o jednym zadaniu.
Ieden Pocztarż biega co dzień mil 10. drugi zaś biega pierwszego dnia milę, drugiego 2. mile, trzeciego 3. y tak consequenter iak Progressa Arytmetyczna. Quaer. ieżeliby dwa Pocztarże iednym dniem wyszli z Miasta, ktorego dnia by jeden drugiego dognał?
Sądzę, że żadnych objaśnień nie potrzeba – wszystkiego stopniowo można się domyślić. Przebrnięcie przez to dziwne sformułowanie jest tylko małym ćwiczeniem czytania ze zrozumieniem… Czy Pocztarż to posłaniec? A przy okazji – jak wysokie mamy teraz wymagania co do konsekwentnej pisowni i unikania wyrazów (zbyt) obcych?
Jest wiele metod rozwiązania tego zadania. Dwa różne sposoby są chyba natychmiast oczywiste. Podsuwałem je osobom w różnym wieku i z różnym matematycznym doświadczeniem. Najciekawsze rozwiązanie usłyszałem od dwunasto- czy trzynastolatka
Usłyszałem, bo nie widziałem. Kartka leżała bezczynnie na stole, a mój rozmówca patrzył w sufit. Moja cierpliwość była wystawiona na próbę.
Wreszcie zaczął mówić:
– Dziesiątego dnia obaj przebiegną tyle samo. A co dziewiątego dnia jeden stracił, to jedenastego odzyska. Co ósmego… to dwunastego… Tak, dziesiąty dzień będzie środkowy. Dwadzieścia! Nie… Jest środkowy, więc nieparzyście. Dziewiętnaście!
To było znakomite wykorzystanie symetrii. Trzeba ją tylko najpierw zauważyć…
Zakończenie
Temat niniejszego cyklu jest niezwykle bogaty i można by jeszcze bardzo dużo dodać. Sporo mieliby do powiedzenia muzycy, fizycy i artyści czy architekci. Przejawy symetrii otaczają nas wszędzie. Zmierzam już do końca – trzeba umieć kiedyś powiedzieć: dość.
Zachęcam Cię, Czytelniku, do uważnego patrzenia wszędzie: i w ogrodzie, i na ulicy, i nad wodą, i w lesie.
Co takiego jest pod nogami?
Zachęcam do stawiania pytań co dalej? czy to pasuje? czy powtórzenie jest wierne? jak to wygląda do góry nogami? itd..
Rośliny znakomicie znają symetrię.
Zastanawia mnie wrażliwość geometryczna i estetyczna projektanta ulicznej metalowej klapy, na którą się niedawno natknąłem podczas spaceru. Na jaką symetrię zwracał największą uwagę? O co mu chodziło? Ta klapa – z zupełnie pomieszanymi symetriami obrotowymi – trafiła na wizualny „uskok” chodnika, gdzie się spotykają niepasujące do siebie parkietażowe wzory kostki brukowej…
Patrzmy wkoło!
Jan Baranowski










